Przejdź do głównej zawartości

[książka a ekranizacja #1] ,,Znachor"

Odkąd tylko pamiętam w moim domu było kilka tradycji i zwyczajów.
Nie mówię tu tylko o, na przykład, wspólnym ubieraniu choinki czy niedzielnych obiadach w pełnym składzie rodzinnym, ale o takim drobnych rzeczach jak to, że każdy z domowników miał swoje przyzwyczajenia. Pory roku i święta można było rozróżnić nie tylko po temperaturach, wystroju i po prostu z kalendarza, ale też po tym co akurat leciało w telewizji. I tak zostało do tej pory. Na wiosnę zawsze leci Sienkiewiczowska klasyka ,,Potop”, ,,Krzyżacy” i ,,Ogniem i Mieczem” a na jesień, na Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny możemy oglądać ,,Znachora”.
W moim domu ,,Znachora” oglądano rok w rok, z mniejszą lub większą uwagą, ale zawsze oglądano. Długo nie mogłam dojść do tego dlaczego, ale z każdym rokiem film ten coraz bardziej przypadał mi do gustu. I tak jak teraz lubię sobie czasem obejrzeć ,,Ogniem i Mieczem” (bo do ,,Krzyżaków” i ,,Potopu” przekonać się jeszcze nie mogę) tak ,,Znachor” zajmuje zaszczytne miejsce w mojej pamięci filmów, które co jakiś czas odtwarzam dla swojej własnej przyjemności. Do tego stopnia, że jest to pewnego rodzaju hermetyczny dowcip – jak natrafiłam na powieść to wiedziałam, że muszę ją mieć by w końcu porównać pierwowzór z wersją filmową. 



Po przeczytaniu wiem, że jest co porównywać bo i książka i trwający prawie 3 godziny i 40 minut film mają ze sobą wiele wspólnego. Śmiem twierdzić, że ,,Znachor” w reżyserii Jerzego Hoffmana jest jedną z najlepszych ekranizacji powieści klasycznej jaką widziałam. 

Zacznijmy od tego, że ,,Znachor” autorstwa Tadeusza Dołęgi-Mostowicza to po prostu dobra książka, którą naprawdę warto przeczytać. Gdyby szkolny kanon lektur literatury pięknej byłby poszerzony o ten tytuł to z pewnością przeczytałabym w czasach szkolnych tę jedną książkę więcej. I to z przyjemnością, z jaką czytałam tę książkę teraz. Znalazłam tu wszystko czego w ogóle mogłabym chcieć szukać. ,,Znachor” opowiada historię profesora Rafała Wilczura – wybitnego, znanego na całym świecie chirurga, który w wyniku pobicia traci pamięć. Od tamtej pory Profesor Wilczur włóczy się od wioski do wioski szukając pracy jako Antoni Kosiba. W końcu trafia od do poczciwego młynarza Prokopa, który swoje gospodarstwo ma nieopodal Radoliszek. Wyleczywszy kalekiego syna Prokopa Profesor Wilczur staje się sławny w pobliskich miejscowościach i zostaje nazywany Znachorem. Odtąd do Zanchora przybywa cała masa chorych a wieści o Znachorze dochodzą do miejscowego lekarza, który grozi Antoniemu sądem i więzieniem. Dodatkowy wątek romansu między sklepową dziewczyną – Marysią a lokalnym hrabią Leszkiem Czyńskim sprawia, że powieść jest jeszcze ciekawsza. Romantyczny wątek staje się też jednym z kluczowych kiedy dochodzi do wypadku. 

,,Im dłużej będzie to trwało, tym ciężej jej będzie rozstać się z nim, tym boleśniejsza będzie tęsknota. Oto zaledwie kilka dni go nie było, a już życie stało się męczarnią… 
Lecz z drugiej strony, czyż nie wolałaby całymi latami rozpaczy zapłacić za parę miesięcy szczęścia widywania go, wpatrywania się w jego oczy, słuchania jego głosu?
Wspomnienie o najkrótszym szczęściu zostanie w duszy na zawsze, do śmierci. Czyż wolno wyrzekać się tego skarbu? Czyż lepiej zeń zrezygnować ze strachu przed cierpieniem i żyć już tylko jałową, beztreściwą pustką?”

Tadeusz Dołęga-Mostowicz miał ogromny talent do kreślenia postaci, przez co każda z nich jest charakterystyczna i pełna emocji a dodając do tego przepiękne przemyślenia, zgrabne sentencje i stylistykę poematu dostajemy dzieło, które po prostu cieszy czytelnika. Aż chciałoby się przeżyć taki romans, chciałoby się zamieszkać na tej wsi i korzystać z prostot życia. Bo ta powieść ukazuje także piękno wsi, opisuje ludowe zwyczaje, życie prostych ludzi, małomiasteczkowe okoliczności a nawet mowę i dialekty. Czytając ma się wrażenie spacerowania po niezwykłym skansenie dawnych lat. 

Tak w 1981 rozpoczęto produkcję ekranizacji, a w 1982 miała ona swoją premierę w całej Polsce.
Jerzy Hoffman dołożył wszelkich starań by ekranizacja tej powieści była jak najbardziej autentyczna i cóż więcej – moim zdaniem wykonał kawał świetnej roboty.
W główne role wcieliły się jedne z najbardziej rozpoznawalnych polskich gwiazd:

Jerzy Bińczycki w roli Profesora Rafała Wilczura (kadr z filmu, z artkułu ze strony www.gazeta.pl)



Anna Dymna jako Marysia (kadr z filmu, www.pl.pinterest.com)


Tomasz Stockinger jako Hrabia Leszek Czyński (kadr z filmu)

Do tego:

Bernadr Ładysz, Bożena Dykiel, Artur Barciś, Andrzej Kopiczyński oraz Piotr Fronczewski


Bożena Dykiel i Jerzy Bińczycki (kadr z filmu z artykułu ze strony www.fakt.pl)

Jerzy Bińczycki i Piotr Fronczewski (www.film.wp.pl)


Gdyby zestawić obok siebie dialogi z książki i dialogi z filmu praktycznie nie zauważylibyśmy różnic. Wypowiedzi postaci jeśli już zostały zmienione to w głównej mierze skrócone lub w ogóle wycięte co ma związek z pozostałymi różnicami, bowiem mimo wszystko kilka jest wyraźnie widocznych.
Akcja w filmie jest nieco przyśpieszona, skutkuje to różnicą pór roku. W książce mamy przekrój przez wszystkie po kolei, upływające lata są wyraźnie zaznaczone w opisach przyrody i otoczenia. W ekranizacji mamy głównie lato, względnie wiosnę. Ciepłe wieczory, słoneczne kadry, rozkwitniętą florę i kilka wzmianek o upływie lat (pierwsza, że Antoni Kosiba 15 lat błąka się po świecie, druga podczas odsłonięcia popiersia Profesora Wilczura w jego klinice) Wydarzenia przedstawione w powieści są nieco ,,rozwleczone”. Mamy dodatkowe sceny zazdrości, dogadywania i drwin. W filmie są one zastąpione współgrającymi ze sobą scenami z parku, kiedy to w pierwszej otrzymujemy dość koślawe oświadczyny jednego z konkurentów Leszka Czyńskiego a w drugiej scenę parkowej bójki między tymi dwoma bohaterami. W książce, w bójce biorą udział inne osoby a Hrabia Czyński jest zaledwie wspomniany. 

,,Będzie ją miał dla siebie, przy sobie już na zawsze. Koniec tęsknot, koniec niepokojów, koniec rozterek i cierpień.
Niech nazwą to szaleństwem! Nazwą przecie ci, którzy nie wiedzą, jakim szaleństwem, jak beznadziejnym szaleństwem jest walka z miłością! I zbrodnią! Bo czyż wolno człowiekowi wydzierać sobie z piersi najlepsze, najszlachetniejsze, najpiękniejsze uczucie? Kto wie, może jedyne uczucie, które usprawiedliwia istnienie, które jest kwitnieniem duszy? Zadeptać, zniszczyć to, wyprzeć się tego? I w imię jakich racji? By zyskać uznanie ludzi? Co za głupota! Dla innych wyrzekać się siebie. Wyrzekać się własnej najistotniejszej treści, własnego pragnienia szczęścia!”

Największą różnicą między tymi dwoma postaciami jednego dzieła jest chyba postać samego ,,głównego antagonisty”. W filmie – Zenon, wyraźnie ucharakteryzowany na kelnera. W książce- Zenon, syn rymarza (o dosyć burzliwej przeszłości)

Te różnice jednak nie zmieniają filmu tak bardzo jakby się mogło wydawać. Dzieło Jerzego Hoffmanna, okraszone przepiękną muzyką od Piotra Marczewskiego (który odpowiadał także za ścieżkę dźwiękową do takich produkcji jak ,,Rzeczpospolita Babska”, ,,Wakacje z duchami”, ,,Trędowata”, ,,Przygody kota Filemona”, ,,Kariera Nikodema Dyzmy”) jest równie przyjemne w odbiorze jak sama książka. Według mnie niektóre sceny przeszły do historii jako kultowe. 
Na przykład scena ponownego połączenia Marysi i Leszka to według mnie jedna z najbardziej romantycznych scen polskiej kinematografii (upadający ogromny bukiet róż a za nimi Pan Czyński, a wcześniej szalona bitwa z czasem jest dla mnie bardziej romantyczna niż kultowe nenufary z ,,Nocy i dni”)
Marysia (Anna Dymna) i Leszek (Tomasz Stockinger) w objęciach - źródło Filmoteka Narodowa)



Jeśli o muzyce mowa to trzeba zaznaczyć, że motyw przewodni filmu jest bardzo charakterystyczną melodią, nadającą całości bardzo melodramatyczny charakter. Buduje w filmie napięcie i dodaje dramaturgii całemu obrazowi.

..Tyle lat włóczył się po świecie niczym wałęsające się zwierzę, które nie miało innego celu, jak tylko zdobyć na dzień każdy strawę i kąt do przespania się. Aż oto gdy zaświtało w tej pustce pierwsze, jedyne światło, gdy zaczął czuć w piersiach żywsze tętno serca, a w sercu ciepłe, ludzkie uczucie, gdy poznał, że jest też człowiekiem, że znalazł cel i potrzebę istnienia, spadł nań cios i wszystko zdruzgotał. 
Jakże żywo przypominał sobie teraz owe straszne chwile konania Marysi, gdy półprzytomny z bezsilnej rozpaczy siedział przy niej, niezdolny już do żadnego wysiłku, do żadnej nadziei, nawet do modlitwy. I tu podczas nocy więziennych przeżywał to samo. Taj samo i tu myśl jego uporczywie kołowała nad tym wirem, co wciągał w otchłań wszystko to, co kochał, dla czego chciał żyć, dla czego żyć mógł.”

Tworząc ,,Znachora” Tadeusz Dołęga-Mostowicz bazował na swoich własnych doświadczeniach. Co ciekawe, z początku ,,Znachor” miał być go gotowym scenariusz filmowym a nie powieścią. Czy to dobrze, że mamy dwa, osobne dzieła, które razem tworzą całość? Tak, jak najbardziej. Opowieść pisana o ludzkiej zawiści, zazdrości, ale też o miłości i nie każdemu może rozjaśnić umysł a film stanowi świetne uzupełnienie, rozwinięcie powieści przez co może bardziej przemówić do człowieka tak aby mógł wyciągnąć z niej jakieś wnioski. 

I książkę i film przeżywa się z zapartym tchem. Oba dzieła to zdecydowana klasyka, warta poświęcenia czasu.



Ciekawostka: ,,Znachor" miał wcześniej swoją ekranizację. Jednak to właśnie film Jerzego Hoffmanna z 1982 roku jest najbardziej zapamiętaną ekranizacją powieści. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Bez oklasków" czyli Jan Englert szczerze o sobie!

Polubiłam w tej książce to, że jest ona żywą historią, niejako zobrazowaniem wydarzeń i chronologii Polskiej Sceny Teatralnej i Filmowej. I polubiłam też te uczucia, które we mnie wywołała – przypomniała mi bowiem jak bardzo lubię teatr i jak bardzo lubię być nie tylko widzem. Był przecież czas, kiedy z teatrem wiązałam swoją przyszłość a pozalekcyjną część swojej edukacji spędzałam właśnie w kołach teatralnych i grupie aktorskiej. Jan Englert w rozmowie z Kamilą Drecką przedstawił ciekawy punkt widzenia. Swój punkt widzenia na świat, który warto poznać i to w tej książce jest równie ważne jak sama otoczka rzeczowego i dobrze przygotowanego wywiadu. Napisanie recenzji „Bez oklasków” zajęło mi okrutnie dużo czasu, głównie ze względu na to, że nie mogłam patrzeć w ekran laptopa dłużej niż piętnaście minut, ale też dlatego, ciężko mi było zebrać po niej myśli. Sama rozmowa wywołała u mnie całą kaskadę przeróżnych odczuć od radości po nostalgię. „Jan Englert mówi o sobie, że jest złożony

[książka a ekranizacja #2] ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek"

Czytając ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” wiedziałam, że za zapowiadany na okładce zabiorę się niemalże od razu po przeczytaniu książki. Tak faktycznie zrobiłam więc korzystając z wolnej chwili zapraszam Was na drugi post z zaczętej rok temu serii [książka a ekranizacja] Ten tytuł był już w mojej świadomości od dość dawna, a już zwłaszcza jeśli chodzi o film, który na liście netflixa przewijał się u mnie więcej niż kilka razy. Zawsze jednak wzbraniałam się przed obejrzeniem, bo przecież najpierw czytam książki a dopiero później oglądam ich filmowe obrazy i gdy natrafiłam w wakacje na książkowy kiermasz booksale.pl a w jego asortymencie znalazłam egzemplarz „Miłośników..)” to sami wiecie… On sam praktycznie załadował się do mojej zakupowej torby. Nie wiem tylko dlaczego z przeczytaniem zwlekałam aż do jesieni, chyba podświadomie czułam, że ten tytuł potrzebuje odpowiedniego klimatu i nastroju by odebrać go w całej swojej wspaniałości. To samo okaza

[RECENZJA PATRONACKA] "Wszystko już było" Marta Lenkowska

No i stało się! Debiut literacki Marty Lenkowiskiej już śmiga na rynku wydawniczym zbierając same pozytywne opinie. To dla mnie książka wyjątkowa pod wieloma względami, między innymi dlatego, że to także mój… DEBIUT PATRONACKI! Tak, dobrze czytacie, moje logo po raz pierwszy pojawiło się oficjalnie na okładce książki, którą możecie już zamawiać w księgarniach! A jeśli chcecie dowiedzieć się co mnie w tej książce dodatkowo ujęło to zapraszam na szczerą recenzję patronacką :) Przypomnij sobie kiedy ostatnio przygniotło Cię poczucie bezradności i okrutnej pustki. Przypomnij sobie i chodź ze mną w podróż do pachnącej i słonecznej Portugali. Zobaczymy blaski i cienie sławy, odtworzymy rodzinne więzi, naprawimy błędy przeszłości i na nowo pokochamy… siebie, innych, miejsca i smaki. Zobaczymy przemiany na lepsze i gorsze, będziemy świadkami dowodów ludzkiej dobroci. Powtarzaj za mną „Wszystko już było” , ale może być raz jeszcze. „Częściowa utrata pamięci to przekleństwo czy błogosławieństwo?