Przejdź do głównej zawartości

,,Zostań dla mnie" czyli czterech mężczyzn przez których kobiety wychodzą na zakompleksione

Przygoda z braćmi Arrowood dobiega końca. Corinne Michaels po raz czwarty stara się zaserwować czytelnikom całą paletę przeróżnych barw i emocji, wziąć ich za serce i wycisnąć łzy! Po przystawce, pierwszym i drugim daniu przyszedł czas na deser – czy ,,Zostań dla mnie” ma smak słodkiego szczęścia czy może gorzkich łez pożegnania?  


Uff to była dłuuuga przeprawa. 4 różne historie, mające wspólną genezę. Kiedy umiera ojciec czwórki rodzeństwa, bracia Arrowood muszą wrócić na znienawidzoną farmę, gdzie czekają na nich duchy przeszłości.

  • ,,Wróć do mnie” było mocnym wprowadzeniem do całej serii. Najmłodszy z braci musiał pogodzić się z przyszłością bez wojska a pomóc mu w tym miała ocalona od przemocowego męża była kochanka. Wyjątkowo nie była to dla mnie książka, którą się mocno rozczarowałam. RECENZJA TUTAJ
  • W ,,Zawalcz o mnie” najstarszy z rodzeństwa starał się by jego była dziewczyna wybaczyła mu nagłe i brutalne rozstanie, co nie było takie łatwe, gdy okazało się, że po kolejnej wspólnej nocy jest ona w ciąży. RECENZJA TUTAJ
  • ,,On jest dla mnie” Sean Arrowood uświadamia sobie, że tak naprawdę jest zakochany w swojej najlepszej przyjaciółce. Sprawy się komplikują gdy na jaw wychodzą skrywane przez nią sekrety. RECENZJA TUTAJ
I dotarliśmy do czwartej części dosyć łzawej serii ,,The Arrowood Brothers” spod pióra Corinne Michales od Wydawnictwa Muza i Grzesznych Książek.

,,Hollywood nauczyło mnie wszystkiego, co wiem o związkach, prócz tego, jak w nich trwać.
Jako aktor stałem się mistrzem udawania. Udawania, że koszmarne dzieciństwo nie miało na mnie wpływu. Udawania, że wszystko w porządku. Udawania, że wiem, jak ocalić siebie, dziewczynę, cały ten przeklęty świat. Zawsze jednak znałem prawdę – nie jestem niczym bohaterem.
Do czasu, kiedy wracam do rodzinnego Sugarloaf na sześć miesięcy, a Brenna Allen daje mi szansę, bym dowiódł, że mogę zostać jej bohaterem. Ona jest wszystkim, czego pragnąłem, a czego nie mogę mieć. Choć nie chce, wywraca mój świat do góry nogami. Zamiast przygotowywać się do następnej roli, zaczynam reżyserować sztukę teatralną w miejscowym gimnazjum. Wszystko dla samotnej matki z małego miasteczka. Byle tylko zobaczyć jej uśmiech.
Im dłużej tu jestem, tym bardziej chcę zostać. Dla niej. Zacząć życie od nowa w miejscu, do którego nigdy nie chciałem wracać. Kiedy jednak wszystko się komplikuje, muszę zdecydować, czy dla kobiety, którą kocham, będzie lepiej, jeśli wyjadę?”

Jacob Arrowood jest rozchwytywaną gwiazdą Hollywood - nienaganna sylwetka, uśmiech jak z filmowego plakatu, życie ustawione pod wścibskich paparazzi. Przyjeżdża na swoje półroczne zesłanie na rodzinną farmę gdzie już od pierwszego dnia przepada w płomiennorudych włosach i pięknych oczach Brenny Allen – samotnej matki, od niedawna mieszkającej po sąsiedzku. Brenna, choć na początku nie chce tego przyznać również zakochuje się w Jacobie. Ze względu na dobro swoich dzieci, które niedawno straciły ojca nie chce angażować się w żaden związek. I tu chciałabym zrobić pauzę bo jest to bardzo dobry wątek. Autorka wspomina o tragicznej śmierci głowy rodziny, o dorastaniu dzieci bez ojca, o kobiecie, która musi ułożyć sobie życie na nowo, poradzić sobie samej w żałobie tak aby jeszcze być wsparciem dla dzieci. Oddaję autorce, że dźwignęła temat w miarę przyjemny sposób. Przedstawiła tragedię, żałobę, oznaki depresji, jednak darowała sobie nawet wzmianki o tym, że ktoś inny w podobnej sytuacji mógłby wymagać profesjonalnej pomocy. Przeprowadzka w końcu nie rozwiązuje rozpaczy dzieci…

,,Już pędzą z powrotem na karuzelę. Jacob muska moje ramię.
-Dzieciaki się bawią. Może my też się zabawimy?
Serce we mnie zamiera w oczekiwaniu na propozycję.
-Nie wiem, czy powinniśmy posuwać się tak daleko…
-Daj spokój, Brenn. Twoi teściowie już pojechali, a ty masz przed sobą przystojnego gwiazdora filmowego. Nie myśl. Wyluzuj. – Wyciąga do mnie rękę i czeka na moją decyzję. Czuję, że to punkt zwrotny.
Jakiś czas temu powiedział wyraźnie, że chce mnie pocałować , ale tego nie robi. Za każdym razem, kiedy odsuwa się ode mnie, pragnę jego pocałunku coraz bardziej.
Dzisiaj kolana mi zmiękły, kiedy mówił, że lubi, jak wypowiadam jego imię.
Jeśli z nim pójdę, pokażę, że moje serce przekazuje mu inicjatywę.”

Historia Jacoba i Brenny jest miałka. Po słodziutkiej historii Seana i Devney spodziewałabym się historii jeszcze urokliwszej, jeszcze bardziej przeładowanej i wręcz pękającej w szwach od romantyzmu. ,,Zawalcz o mnie” jest jednak aż mdła i bez wyrazu. Być może to wina porównywania jej z poprzednią częścią, w której działo się dosłownie wszystko, moim zdaniem autorce po prostu zabrakło już pomysłów. Jak w każdej z poprzednich części mamy jedną tragedię, która ma odwrócić losy bohaterów – tego oczywiście nie mogło zabraknąć, ale nawet ten motyw wydaje mi się już skądś znajomy. Im dalej w treść tym bardziej chciałoby się dojść do zakończenia, po przeczytaniu nie wiele szczegółów zapadło mi w pamięć. Fragmentami to dzieci Brenny wydają się bardziej dorosłe i dojrzałe niż ich matka i Jacob Arrowood i autorka podkreśla to, w treści, dosłownie wciskając w usta Brenny kwestie takie jak ,,zachowywaliśmy się jak nastolatkowie”. Nie mówię, że to źle, ale pozostając w temacie głupich tekstów to ta część przebija chyba wszystkie pozostałe. Nie brakuje tu absurdalnych dialogów a nawet myśli bohaterów przyprawiających czytelników o fale żenady. Nie zliczę ile razy musiałam przerywać czytanie by przestać się śmiać po kolejnych bzdurnym tekście Jacoba albo Brenny. Dlaczego większość takich momentów miałam podczas scen erotycznych? Raz, bo przy tych scenach występowały ze zdwojoną siłą, dwa… bo już nie wytrzymywałam tego jak autorka traktuje swoje kobiece postaci.

Zauważyłam to już przy pierwszej książce, ale liczyłam że to jeszcze ulegnie zmianie. Obserwowałam to jak pisarka buduje bohaterki swojej książki, a także sięgnęłam po inne dzieła z ogólnie nazwanej ,,literatury kobiecej” i muszę z przykrością stwierdzić, że autorki takie jak Corinne Michaels wyrządzają kobietą ogromną krzywdę. Jak po takiej książce młoda kobieta ma rozpocząć życie seksualne za przykład mając zawsze wszystko idealne, niebotyczne i perfekcyjne w wykonaniu męskim a w kobiecym… już niekoniecznie. Kobiety w takich książkach przedstawione są jako zakompleksione, wycofane, o zaniżonej samoocenie. A gdy w prawdziwym życiu nie idzie i nie jest jak w dziesiątkach "kobiecych książek" (gdzie ona dla niego była chodzącym ideałem, ale sama o sobie tak nie myślała i to on robił wszystko żeby zmieniła o sobie zdanie) lub życie po prostu nie jest takie jak w setkach czytanych opisów to winy za to, szukają w w sobie właśnie kobiety. ,,Dlaczego on mi nie mówi tak jak Jacob do Brenny? Czy to dlatego, że jestem brzydka? Seks był nieudany bo to ja nie jestem wystarczająco dobra?" A to między innymi dzięki książkom powinniśmy zmieniać nastawienie kobiet do samych siebie. Powinniśmy poprzez literaturę przemawiać do nich, że są idealne takie jakie są, że są WYSTARCZAJĄCE i że nie muszą dla nikogo niczego zmieniać. Że powinny w siebie wierzyć, w swoje wybory, decyzje i swój styl. Niestety, szeroko pojęta ,,literatura kobieca” świadczy o czym innym. Bo jaka jest typowa książka z kanonu kobiecego? Jest romansem, w którym kobieta liczy, że zjawi się boski Adonis i uratuje ją od wszelkich problemów, że powie jej, że jest piękna i wartościowa i wtedy zmieni się całe jej życie. Książek, gdzie główna rola kobieca jest serio silna, zaradna, o ugruntowanej samoocenie i z poczuciem własnej wartości (ale nie jest też przerysowana w drugą stronę, w typ dominy pożerającej męską godność) jest niewiele, a przynajmniej ja się z takimi tytułami nie spotkałam. Nie jestem zagorzałą feministką. Uznaję feminatywy, walczę o Nasze prawa i wolności i ostatnia jestem do oceniania co obraża inne kobiety, ale chciałabym by literatura kobieca zmieniła swoje oblicze. To takie moje małe marzenie, którego Corinne Michaels niestety i tym razem nie spełniła, dlatego po następną jej serię książek już raczej nie sięgnę.

,,-Tu też nie ma makijażu, ale potarmosisz mi suknię.
Odwracam Brennę, tak żeby stała przodem do lustra. Widzę w jej oczach błysk pożądania. Catherine nie umieściła seksu na liście rzeczy zakazanych przed wyjściem na oficjalne gale, ale Brenna i ja akurat tego potrzebujemy.
Powinna spojrzeć na siebie moimi oczami, zobaczyć piękno, które ja widzę.
-Podciągnij tę kieckę – mówię. Zerka na mnie w lustrze. Oddech jej przyśpiesza, piersi falują. – No, unieś trochę, żebym jej nie pogniótł.
Robi, o co proszę, odsłaniając kawałek uda,
-Tak?- Pyta?
-Wyżej. – Zsuwam rękę po śliskim materiale. – Jeszcze, skarbie. Chcę zobaczyć, co masz pod suknią.
Jęczy cicho, gdy ujmuję dłonią jej pierś.
-Popatrz na tę kobietę przede mną. To bogini. Szaleję na jej punkcie. Nie ma drugiej takiej. Jest moja.
-Twoja – szepcze Brenna.
Drugą ręką sięgam uda, muskam jej skórę.
-Unieś jeszcze wyżej, bo ją rozedrę.
-Jacob…
-Co mam zrobić?
-Dotknij mnie.
Przenoszę ręką w górę, ale nieruchomieję, bo nie widzę jej spojrzenia.
Brenna otwiera oczy. W ich niebieskiej głębi dostrzegam żar.
-Podciągnij. I patrz.
Brenna posłusznie wykonuje polecenie i dopiero teraz zauważam, że pod spodem nic nie ma.”

,,Zostań dla mnie” to klamra dla całej serii. Końcówka, która swój bieg ma piętnaście lat później jest równie słodkim zwieńczeniem czterech przesłodkich historii o czterech braciach, którzy w życiu mają wszystko oprócz rodzin, których nigdy nie mieli mieć. Przez przysięgę złożoną w dzieciństwie cała czwórka odmawia ustatkowania się. Autorka przepycha czytelnikom starodawną ,,prawdę” życiową, że nikt bez względu na płeć nie znajdzie szczęścia, dopóki nie założy rodziny.


Szczęśliwe zakończenie króluje w czwartej części a także w całej serii. Na dłuższą metę jest to męczące, ale oczywiście kto by chciał czytać o bohaterach, którzy nie byliby przystojnymi bogami seksu, lub którzy nie byliby aktorami, baseballistami czy odnoszącymi sukcesu biznesmenami?
Przygoda z braćmi Arrowood nie była najlepszą w moim życiu, nie była też najgorszą (przymykając oko na temat, który poruszyłam wcześniej). Zdaje sobie sprawę, że zarówno po ,,Zostań dla mnie” jak i po pozostałe części sięgną raczej dorosłe, świadome czytelniczki, które od literatury tego typu oczekują przede wszystkim tego co to Corinne Michales oferuje w swoich dziełach – emocjonalne huśtawki, romantyzm do bólu, kilogramy lukru i właśnie te szczęśliwe zakończenia.

Nie chcę Wam tych książek polecić, ale nie chcę też ich odradzić. Jeśli jesteście fanami ,,gatunku” to śmiało, ale jeśli oczekujecie od literatury czegoś więcej to raczej te tytuły sobie odpuście.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu MUZA!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Bez oklasków" czyli Jan Englert szczerze o sobie!

Polubiłam w tej książce to, że jest ona żywą historią, niejako zobrazowaniem wydarzeń i chronologii Polskiej Sceny Teatralnej i Filmowej. I polubiłam też te uczucia, które we mnie wywołała – przypomniała mi bowiem jak bardzo lubię teatr i jak bardzo lubię być nie tylko widzem. Był przecież czas, kiedy z teatrem wiązałam swoją przyszłość a pozalekcyjną część swojej edukacji spędzałam właśnie w kołach teatralnych i grupie aktorskiej. Jan Englert w rozmowie z Kamilą Drecką przedstawił ciekawy punkt widzenia. Swój punkt widzenia na świat, który warto poznać i to w tej książce jest równie ważne jak sama otoczka rzeczowego i dobrze przygotowanego wywiadu. Napisanie recenzji „Bez oklasków” zajęło mi okrutnie dużo czasu, głównie ze względu na to, że nie mogłam patrzeć w ekran laptopa dłużej niż piętnaście minut, ale też dlatego, ciężko mi było zebrać po niej myśli. Sama rozmowa wywołała u mnie całą kaskadę przeróżnych odczuć od radości po nostalgię. „Jan Englert mówi o sobie, że jest złożony

[książka a ekranizacja #2] ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek"

Czytając ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” wiedziałam, że za zapowiadany na okładce zabiorę się niemalże od razu po przeczytaniu książki. Tak faktycznie zrobiłam więc korzystając z wolnej chwili zapraszam Was na drugi post z zaczętej rok temu serii [książka a ekranizacja] Ten tytuł był już w mojej świadomości od dość dawna, a już zwłaszcza jeśli chodzi o film, który na liście netflixa przewijał się u mnie więcej niż kilka razy. Zawsze jednak wzbraniałam się przed obejrzeniem, bo przecież najpierw czytam książki a dopiero później oglądam ich filmowe obrazy i gdy natrafiłam w wakacje na książkowy kiermasz booksale.pl a w jego asortymencie znalazłam egzemplarz „Miłośników..)” to sami wiecie… On sam praktycznie załadował się do mojej zakupowej torby. Nie wiem tylko dlaczego z przeczytaniem zwlekałam aż do jesieni, chyba podświadomie czułam, że ten tytuł potrzebuje odpowiedniego klimatu i nastroju by odebrać go w całej swojej wspaniałości. To samo okaza

[RECENZJA PATRONACKA] "Wszystko już było" Marta Lenkowska

No i stało się! Debiut literacki Marty Lenkowiskiej już śmiga na rynku wydawniczym zbierając same pozytywne opinie. To dla mnie książka wyjątkowa pod wieloma względami, między innymi dlatego, że to także mój… DEBIUT PATRONACKI! Tak, dobrze czytacie, moje logo po raz pierwszy pojawiło się oficjalnie na okładce książki, którą możecie już zamawiać w księgarniach! A jeśli chcecie dowiedzieć się co mnie w tej książce dodatkowo ujęło to zapraszam na szczerą recenzję patronacką :) Przypomnij sobie kiedy ostatnio przygniotło Cię poczucie bezradności i okrutnej pustki. Przypomnij sobie i chodź ze mną w podróż do pachnącej i słonecznej Portugali. Zobaczymy blaski i cienie sławy, odtworzymy rodzinne więzi, naprawimy błędy przeszłości i na nowo pokochamy… siebie, innych, miejsca i smaki. Zobaczymy przemiany na lepsze i gorsze, będziemy świadkami dowodów ludzkiej dobroci. Powtarzaj za mną „Wszystko już było” , ale może być raz jeszcze. „Częściowa utrata pamięci to przekleństwo czy błogosławieństwo?