Przejdź do głównej zawartości

[PRZEDPREMIEROWO] ,,Wróć do mnie" czyli książka która nie jest rozczarowaniem

,,Wróć do mnie” urzekła mnie swoją prostotą. 
Wciągnęła mimo przewidywalnej fabuły i nawet kilka razy zmusiła do refleksji. Seria ,,The Arrowood Brothers” zapowiada się naprawdę gorąco! W księgarniach już od 17.02.2021!


Zacznę od tego, że od czasu do czasu lubię sięgnąć po lekkie książki. Już kiedyś wspominałam o tym, że czasem trzeba po prostu się zrelaksować i za wiele nie myśleć i takie książki jak ,,Wróć do mnie” doskonale się do tego nadają. Doskonale relaksują, prowadzą czytelnika za rękę pośród swojej historii i przede wszystkim nie wymagają od niego za dużo. Sięgnęłam po tę książkę z przyjemnością, bowiem potrzebowałam czegoś lekkiego między nauką do egzaminów a natłokiem pracy. Nie zawiodłam się, mimo, że z tą autorką nigdy wcześniej nie miałam styczności.

,,Jedna noc sprzed ośmiu lat na zawsze odmieniła jego życie.
Ocaliła mnie tamtej nocy osiem lat temu.
Żadnych imion.
Żadnych obietnic.
Tylko dwoje nieszczęśliwych ludzi, desperacko pragnących ukoić swój ból i żal.
Rankiem zniknęła i zabrała ze sobą cząstkę mnie. Tego dnia pojechałem na obóz dla rekrutów. Przysiągłem sobie, że nigdy nie wrócę do Pensylwanii.
Wracam jednak, by pochować znienawidzonego ojca. Liczę, że razem z braćmi pozbędę się zaniedbanej farmy pełnej złych wspomnień, które chciałem wyprzeć z pamięci.
I wtedy odnajduję JĄ. Jeszcze piękniejszą niż zapamiętałem. Ma dziecko. Najbardziej uroczą istotę, jaką znam.
Mimo upływu lat uczucie nie zmieniają się ani trochę. Tym razem robię wszystko, by ją zatrzymać, ale kiedy wychodzą na jaw bolesne tajemnice sprzed lat, boję się, że ona znowu odejdzie…”

Już po opisie wiedziałam czego się spodziewać i wiedziałam że czekają na mnie zwroty akcji to jednak autorce udało się mnie zaskoczyć w paru miejscach i przełamać pewne utarte schematy. Bracia Arrowood to niemalże przysłowiowi adonisi. Przystojni, wysocy, wysportowani i zielonoocy łamacze kobiecych serc, którzy ze wzgląd na rodzinną przeszłość poprzysięgli sobie, że nikt z ich czwórki się nigdy nie ożeni i nie założy rodziny. Rozjechali się po świecie zostawiając ojca i starą farmę, ale nadchodzi dzień, w którym muszą wszyscy się ze sobą spotkać i stanąć oko w oko z przeznaczeniem. Dla najmłodszego z nich, Connora, powrót w rodzinne strony oznacza coś więcej. Jako jedyny nie wie co ma zrobić ze swoim życiem, gdy okazuje się że nie może już dłużej służyć w Navy SEALs a do tego znów pojawia się kobieta, o której śnił przez ostatnie osiem lat. Dawne zauroczenie powraca, ale życie układa różne scenariusze.

Ellie doświadczyła w swoim życiu wiele złego i na jej nieszczęście – tragedie dzieją się dalej. Stara się zachować pozory, idzie przez życie z podniesioną do góry głową. Dla społeczeństwa jest przykładną żoną, doskonałą gospodynią i wręcz cudowną matką. Jednak prawda jest znacznie głębiej ukryta. Pojawienie się jednego z braci Arrowood w Sugarloaf wywraca jej świat do góry nogami. I to ponownie! Gdy Connor dowiaduje się co Ellie tak naprawdę ukrywa, postanawia zrobić wszystko, żeby uratować swojego Anioła przed całym złem.
I niech was nie zmyli ten obraz, bo finalnie wszystko okazuje się bardziej zagmatwane i nie takie ,,typowe” na jakie wskazuje ten opis. Ja dałam się zmylić i pozytywnie się zaskoczyłam. Za to dla autorki duży plus, bo sam zamysł fabularny finalnie bardzo mi się podobał.

,,Nie mogę – przyznaje Sean, patrząc na nieutwardzony podjazd.
Jeden po drugim moi bracia opuszczali to miejsce i wracali na zmianę, póki i jak nie dorosłem do wyjazdu. Chronili mnie w sposób, którego wtedy nie umiałem docenić. Jacob opóźnił o rok pójście do college’u, by upewnić się, że Sean umie grać w piłkę a ja nie zostaję często z tatą sam. Sean zabierał mnie na mecze, by wyciągać mnie z domu po wyjeździe Jacoba. Declan poszedł do college’u, ale spędzał lato na farmie, by bronić mnie przed pięściami taty, kiedy to tylko możliwe.
Mam wrażenie, że teraz właśnie Declan czuje się najbardziej nieswojo, ale to on ma z nas najsilniejszą wolę.
-Jak brzmi jedna prawda o strzale?- pyta przez ściśnięte gardło, a ja zamykam oczy.
Mama. Co by teraz o nas pomyślała? Zrozumiałaby, dlaczego wszyscy stąd wyjechaliśmy? Czy widziała piekło, jakie zgotował nam ojciec, i kim staliśmy się z jego powodu?”

Niestety nie wszystko przypadło mi do gustu. Fabuła biegnie szybko, bardzo dużo się dzieje w bardzo szybkim tempie co sprawia, że przez książkę dosłownie się przelatuje. Jest kilka przemyśleń, autorka starała się wpleść w treść kilka swoich złotych myśli, ale najgorszym moim zdaniem jest stylistyka wypowiedzi. Dialogi w tej książce są do bólu sztuczne (ilość razy, kiedy bracia zwracają się do siebie ,,Braciszku” przekracza każdą skalę, a z określenia ,,Aniele” jak Connor nazywa Ellie wprost, nie tylko w myślach, można by zrobić niezłą grę: na przykład za każdym razem jak padnie ten zwrot zjadasz jednego żelka. Idę o zakład, że nie jeden sklepowy zapas by się przy tej grze wyczerpał). Praktycznie każda wypowiedź bohaterów przyprawia tę książkę o (nie zawsze potrzebny) patos i nadaje całości łzawy charakter. Oczywiście nie neguję tego, że ludzie tak się do siebie nie zwracają, bo wierzę, że są i tacy, jednak takie zwroty pojawiają się tu dosłownie co kilka stron. Nie wyobrażam sobie jednak w dialogu z siostrą powiedzieć do niej na przykład ,,a ty jak uważasz siostrzyczko?” i tak samo nie wyobrażam sobie, żeby w taki sposób zwracało się do siebie jakiekolwiek rodzeństwo.

Podobały mi się natomiast nieliczne sceny miłosne. Były opisane cukierkowo, ale nienachalnie. Były wyważone, pasujące do panującego w danych momentach nastroju a co za tym idzie nie były wciśnięte tam na siłę i wymuszone, byleby tylko dodać tej szczypty erotyzmu. I akurat w tych fragmentach styl autorki mi nie przeszkadzał. Również to, że cała historia opisywana jest oczami zarówno Connora i Ellie osobno nadaje tej książce czegoś co mi się podoba. Cieszę się, że autorka zdecydowała się opowiedzieć tę historię z dwóch stron widzenia a nie tylko z jednej – dzięki temu czytelnik ma szansę poznania uczuć i emocji towarzyszącym obojgu bohaterów.

,,-Nie chcę cię naciskać. Mogę poczekać. Poczekam. Poczekam na ciebie całą wieczność, jeśli będzie trzeba.
Doceniam tę deklarację bardziej, niż może sobie wyobrazić. Ujmuje moją twarz w dłonie i odchyla mi głowę, by spojrzeć na mnie z bliska.
-Nie chcę, żebyś czekał z pocałunkiem.
Zamyka oczy i powoli mnie całuje. Miękkimi ustami delikatnie dotyka moich warg, nasze oddechy mieszają się w jeden. Kręci mi się w głowie, brakuje mi tchu. Zupełnie jakbym unosiła się w powietrze i czekała, aż on przywiąże mnie z powrotem do świata.
Wtulam się w niego jeszcze bardziej, nie mogąc się oprzeć tej sile, i wtedy słyszę jedyny dźwięk, który jest w stanie mnie powtrzymać.”

Mimo to przez ,,Wróć do mnie” przeszłam z uśmiechem na ustach. Nie była to ani trochę trudna przeprawa, nudzić też się specjalnie nie nudziłam a fabularne zakrętasy sprawiły mi swego rodzaju przyjemność. Poleciłabym tę książkę na spokojnie wszystkim tym, którzy lubią takie romansowo-obyczajowe historie, które nie wymagają od czytelnika wielkiego skupienia i zaangażowania. Przytoczę tu już bardzo stary dowcip: ,,Still better love story than Twilight” ;) ,,Wróć do mnie" nie rozczarowuje. Jest tragedia, jest bolesna przeszłość, jest happy end i świetne wprowadzenie do kolejnej części. 

Z przyjemnością sięgnę po kontynuacje. Dlaczego? Po pierwsze liczę, że styl tych książek ulegnie poprawie i pozostałe tomy nie będą już tak patetycznie napisane. Po drugie, bo spodobały mi się postacie drugoplanowe i tak, mówię tu też o starszym rodzeństwie Connora. Ale nie tylko. Prawniczka Sydney, o której już sama autorka zapowiedziała kolejną część, wydała mi się znacznie bardziej interesująca niż Ellie. Mam tylko nadzieję, że końcowy, najbardziej interesujący mnie wątek, zostanie rozwinięty w satysfakcjonujący mnie sposób a wszystkie kolejne części będą już tylko lepsze od poprzednich.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu MUZA!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Bez oklasków" czyli Jan Englert szczerze o sobie!

Polubiłam w tej książce to, że jest ona żywą historią, niejako zobrazowaniem wydarzeń i chronologii Polskiej Sceny Teatralnej i Filmowej. I polubiłam też te uczucia, które we mnie wywołała – przypomniała mi bowiem jak bardzo lubię teatr i jak bardzo lubię być nie tylko widzem. Był przecież czas, kiedy z teatrem wiązałam swoją przyszłość a pozalekcyjną część swojej edukacji spędzałam właśnie w kołach teatralnych i grupie aktorskiej. Jan Englert w rozmowie z Kamilą Drecką przedstawił ciekawy punkt widzenia. Swój punkt widzenia na świat, który warto poznać i to w tej książce jest równie ważne jak sama otoczka rzeczowego i dobrze przygotowanego wywiadu. Napisanie recenzji „Bez oklasków” zajęło mi okrutnie dużo czasu, głównie ze względu na to, że nie mogłam patrzeć w ekran laptopa dłużej niż piętnaście minut, ale też dlatego, ciężko mi było zebrać po niej myśli. Sama rozmowa wywołała u mnie całą kaskadę przeróżnych odczuć od radości po nostalgię. „Jan Englert mówi o sobie, że jest złożony

[książka a ekranizacja #2] ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek"

Czytając ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” wiedziałam, że za zapowiadany na okładce zabiorę się niemalże od razu po przeczytaniu książki. Tak faktycznie zrobiłam więc korzystając z wolnej chwili zapraszam Was na drugi post z zaczętej rok temu serii [książka a ekranizacja] Ten tytuł był już w mojej świadomości od dość dawna, a już zwłaszcza jeśli chodzi o film, który na liście netflixa przewijał się u mnie więcej niż kilka razy. Zawsze jednak wzbraniałam się przed obejrzeniem, bo przecież najpierw czytam książki a dopiero później oglądam ich filmowe obrazy i gdy natrafiłam w wakacje na książkowy kiermasz booksale.pl a w jego asortymencie znalazłam egzemplarz „Miłośników..)” to sami wiecie… On sam praktycznie załadował się do mojej zakupowej torby. Nie wiem tylko dlaczego z przeczytaniem zwlekałam aż do jesieni, chyba podświadomie czułam, że ten tytuł potrzebuje odpowiedniego klimatu i nastroju by odebrać go w całej swojej wspaniałości. To samo okaza

[RECENZJA PATRONACKA] "Wszystko już było" Marta Lenkowska

No i stało się! Debiut literacki Marty Lenkowiskiej już śmiga na rynku wydawniczym zbierając same pozytywne opinie. To dla mnie książka wyjątkowa pod wieloma względami, między innymi dlatego, że to także mój… DEBIUT PATRONACKI! Tak, dobrze czytacie, moje logo po raz pierwszy pojawiło się oficjalnie na okładce książki, którą możecie już zamawiać w księgarniach! A jeśli chcecie dowiedzieć się co mnie w tej książce dodatkowo ujęło to zapraszam na szczerą recenzję patronacką :) Przypomnij sobie kiedy ostatnio przygniotło Cię poczucie bezradności i okrutnej pustki. Przypomnij sobie i chodź ze mną w podróż do pachnącej i słonecznej Portugali. Zobaczymy blaski i cienie sławy, odtworzymy rodzinne więzi, naprawimy błędy przeszłości i na nowo pokochamy… siebie, innych, miejsca i smaki. Zobaczymy przemiany na lepsze i gorsze, będziemy świadkami dowodów ludzkiej dobroci. Powtarzaj za mną „Wszystko już było” , ale może być raz jeszcze. „Częściowa utrata pamięci to przekleństwo czy błogosławieństwo?