Przejdź do głównej zawartości

Małomiasteczkowe obyczaje z wyższych sfer- ,,Panie z Cranford"

Muszę zacząć od tego, że nie jestem jakąś wielką fanką powieści angielskich. Od czasu do czasu lubię sięgnąć po jakąś pozycję z tego rodzaju, ale nie mam tak zwanego ,,parcia na szkło”. Faktem jest, że jedną z moich ulubionych książek jest ,,Portret Doriana Graya” autorstwa Oscara Wilda, ale na przykład książki Jane Austen czy Emily Bronte wciąż stanowią dla mnie pozycje nieprzeczytane. 
Do ,,Pań z Cranford” zabierałam się jak pies do jeża, nie wiedziałam czego konkretnie się spodziewać mimo że opis dość jasno opisywał całą powieść. Wyzwanie czytelnicze portalu lubimyczytac.pl wciąż trwa, kwietniowym zadaniem było przeczytać książkę, która miała lub będzie miała ekranizację. Nie chciałam oszukiwać i pisać o książkach już przeczytanych, ale też nie chciałam brnąć w zekranizowane serie czy wielkie kobyły. Tak więc ,,Panie z Cranford” napatoczyły się jakoś przy okazji wraz z wiosennymi wyprzedażami książkowymi. 
,,Panie z Cranford"

,,Panie z Cranford” to w rzeczywistości zbiór opowiastek, jak czytamy na okładce, ,,zbiór scenek rodzajowych”. Każda z nich traktuje o lokalnej społeczności z miasteczka Cranford, w hrabstwie Cheshire w Anglii, pod koniec XIX wieku. Bohaterkami są tytułowe Panie, głównie bezdzietne wdowy lub stare panny, próbujące na siłę zatuszować swoje problemy przeróżnymi pozorami.
I choć każda z nich należy do klasy średniej, wszystkie robią wszystko by myślano o nich jak o kimś z klasy wyższej. Każda ukrywa swoje problemy finansowe wystawiając bogate popołudniowe herbatki dla całej reszty a w zaciszu domowym, wieczorami oszczędzając każdą świeczkę i cerując wiekowe czepeczki by starczały im jak najdłużej. 

,,W pierwszą niedzielę po przyjeździe do Cranford lady Glenmire, wyszedłwy z kościoła, rozmawiałyśmy ze sobą z przejęciem i obracałyśmy się tyłem do pani Jamieson i jej gościa. Skoo nie było wolno nam jej odwiedzać, nawet na nią nie spojrzymy, choćbyśmy miały umrzeć z ciekawości, jak też wygląda. Na pociechę zapytałyśmy o to po południu Martę, która nie należąc do takiej sfery, żeby zainteresowanie z jej strony miało być komplementem dla lady Glenmire, zrobiła dobry użytek ze swoich oczu.” 

W powieści dominują małomiasteczkowe obyczaje, konwenanse klasy wyższej oraz bogobojne obrzędy. Każda z ,,Pań z Cranford” zdaje się nie dostrzegać zmian, coraz to szybciej i coraz to bardziej widocznie zachodzących w otaczającym je świecie i żyje tak w całkowitej ignorancji, jakby nic się nie zmieniło. W swoim towarzystwie jednak, pomimo czasem pojawiających się waśni
i sporów, wzajemnie starają się siebie wspierać, służąc rozmową, dobrą radą, rozrywką czy nawet wsparciem finansowym. W obliczu zagrożenia potrafią połączyć siły i razem stawić czoła problemom. Główną bohaterką jest najbliższa przyjaciółka panny Matty, to ona prowadzi narrację i to w sposób pamiętnikowy, jakby bohaterką powieści była sama autorka. Nie pochodzi ona z Cranford, ale spędza tam większość swojego życia pomagając swoim najbliższym przyjaciółką, nie tylko radą, ale też swoją odwagą i świeżym spojrzeniem na świat. 

,,Nie mogłam wygłosić długiej mowy w odpowiedzi: miałam więcej wdzięczności w sercu, niż zdołałabym wypowiedzieć słowami, więc tylko wybąkałam coś w tym sensie, ,,że powtórzę ojcu, co powiedziała panna Pole, i jeżeli będzie można coś zrobić dla kochanej panny Matty”... w tym momencie załamałam się zupełnie i nim zdołałam stłumić płacz, wzbierający we mnie od dwóch czy trzech dni, musiało mnie pokrzepić winem pierwiosnkowym. Najgorsze było to, że zawtórował mi płacz wszystkich pań. Płakała nawet panna Pole, która przecież po stokroć powtarzała, że zdradzanie wzruszenia w obecności innych jest oznaką słabości i braku opanowania.” 

Elizabeth Gaskell napisała książkę spokojną, pełną opisów wyglądu i zachowań. Dialogów jest tam bardzo mało, ale narracja jest jak najbardziej na plus. Książka ta w niektórych momentach potrafi zdenerwować, ale nie wywołuje niepohamowanej wesołości jak głosi opis. Ukryta w niej delikatna ironia pozwala na spojrzenie na wiktoriańskie obyczaje z innej strony. W trakcie czytania udało mi się nawiązać nietypową nić przyjaźni ze wszystkimi bohaterkami, mimo zachowań które teraz byłyby nie do końca zrozumiałe, polubiłam każdą z nich. 

Podsumowując, ,,Panie z Cranford” to opowieść o wieloletniej przyjaźni, zjednoczeniu w obliczu problemów. To historia malutkiego skrawka świata będącego dla tych pań całym wszechświatem. 
Jeśli lubicie literaturę angielską, to zdecydowanie polecam jako coś spokojnego, idealnego do poczytania w letni wieczór w ogrodzie, przy filiżance zielonej herbaty. Jeśli tak jak ja po powieści tego typu sięgacie raz na jakiś czas to nie jest to dla was pozycja obowiązkowa.

Zachęcam do czytania poprzednich postów i do dyskusji w komentarzach. Macie inne zdanie niż ja? Czytaliście jakąś pozycje i chcielibyście ją polecić? Piszcie śmiało! :)
Zapraszam Was też na Zakładkowy fanpage! [KLIK!]

Trzymajcie się!

Komentarze

  1. Kocham te wydania książek <3 piękne są 😍

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstyd się przyznać, ale kupiłam ją ze względu na tę okładkę :D Ten jeden raz kierowałam się wyglądem a nie opisem historii, dobrze że się nie zawiodłam! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Bez oklasków" czyli Jan Englert szczerze o sobie!

Polubiłam w tej książce to, że jest ona żywą historią, niejako zobrazowaniem wydarzeń i chronologii Polskiej Sceny Teatralnej i Filmowej. I polubiłam też te uczucia, które we mnie wywołała – przypomniała mi bowiem jak bardzo lubię teatr i jak bardzo lubię być nie tylko widzem. Był przecież czas, kiedy z teatrem wiązałam swoją przyszłość a pozalekcyjną część swojej edukacji spędzałam właśnie w kołach teatralnych i grupie aktorskiej. Jan Englert w rozmowie z Kamilą Drecką przedstawił ciekawy punkt widzenia. Swój punkt widzenia na świat, który warto poznać i to w tej książce jest równie ważne jak sama otoczka rzeczowego i dobrze przygotowanego wywiadu. Napisanie recenzji „Bez oklasków” zajęło mi okrutnie dużo czasu, głównie ze względu na to, że nie mogłam patrzeć w ekran laptopa dłużej niż piętnaście minut, ale też dlatego, ciężko mi było zebrać po niej myśli. Sama rozmowa wywołała u mnie całą kaskadę przeróżnych odczuć od radości po nostalgię. „Jan Englert mówi o sobie, że jest złożony

[książka a ekranizacja #2] ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek"

Czytając ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” wiedziałam, że za zapowiadany na okładce zabiorę się niemalże od razu po przeczytaniu książki. Tak faktycznie zrobiłam więc korzystając z wolnej chwili zapraszam Was na drugi post z zaczętej rok temu serii [książka a ekranizacja] Ten tytuł był już w mojej świadomości od dość dawna, a już zwłaszcza jeśli chodzi o film, który na liście netflixa przewijał się u mnie więcej niż kilka razy. Zawsze jednak wzbraniałam się przed obejrzeniem, bo przecież najpierw czytam książki a dopiero później oglądam ich filmowe obrazy i gdy natrafiłam w wakacje na książkowy kiermasz booksale.pl a w jego asortymencie znalazłam egzemplarz „Miłośników..)” to sami wiecie… On sam praktycznie załadował się do mojej zakupowej torby. Nie wiem tylko dlaczego z przeczytaniem zwlekałam aż do jesieni, chyba podświadomie czułam, że ten tytuł potrzebuje odpowiedniego klimatu i nastroju by odebrać go w całej swojej wspaniałości. To samo okaza

[RECENZJA PATRONACKA] "Wszystko już było" Marta Lenkowska

No i stało się! Debiut literacki Marty Lenkowiskiej już śmiga na rynku wydawniczym zbierając same pozytywne opinie. To dla mnie książka wyjątkowa pod wieloma względami, między innymi dlatego, że to także mój… DEBIUT PATRONACKI! Tak, dobrze czytacie, moje logo po raz pierwszy pojawiło się oficjalnie na okładce książki, którą możecie już zamawiać w księgarniach! A jeśli chcecie dowiedzieć się co mnie w tej książce dodatkowo ujęło to zapraszam na szczerą recenzję patronacką :) Przypomnij sobie kiedy ostatnio przygniotło Cię poczucie bezradności i okrutnej pustki. Przypomnij sobie i chodź ze mną w podróż do pachnącej i słonecznej Portugali. Zobaczymy blaski i cienie sławy, odtworzymy rodzinne więzi, naprawimy błędy przeszłości i na nowo pokochamy… siebie, innych, miejsca i smaki. Zobaczymy przemiany na lepsze i gorsze, będziemy świadkami dowodów ludzkiej dobroci. Powtarzaj za mną „Wszystko już było” , ale może być raz jeszcze. „Częściowa utrata pamięci to przekleństwo czy błogosławieństwo?