Przejdź do głównej zawartości

Indyjsko - Angielskie podróże w nieznane

Dwie książki, dwie główne bohaterki. Obie urodzone i wychowane w Indiach. Obie z przyczyn niezależnych wyruszyły w drogę do Anglii. Obie niepokorne stanęły twarzą w twarz z przeszłością i przyszłością. Obie szły ,,po swoje". Oto ,,Miejsce na Ziemi" i ,,Tajemniczy Ogród".

Frances Hodgson Burnett ,,Tajemniczy Ogród"
,,Tajemniczy Ogród"

Pamiętam jak dzieckiem będąc rodzice w deszczowe dni sadzali mnie przy biurku z kolorowanką i górą kredek i dodatkowo puszczali mi z kasety bajki. Teraz wiem, że były to moje pierwsze audiobook (których teraz nie lubię), ale wtedy była to dla mnie forma niezwykłej podróży. Upodobałam sobie szczególnie jedną bajkę, mianowicie ,,Tajemniczy Ogród”. Było to wydanie dwukasetowe, opowiadane przez pana Leszka Piskorza i okraszone nastrojową muzyką. Tak katowałam rodziców by codziennie puszczali mi tę bajkę, że w końcu tata nauczył mnie obsługi odtwarzacza naszej wieży. Od tamtej chwili mogłam sama sobie puszczać ,,Tajemniczy Ogród” praktycznie o każdej porze, aż kaseta zaczęła się psuć a ja musiałam odpuścić by całkiem nie stracić swojego cennego skarbu. 
W kilkanaście lat później, gdy pomagałam w licealnej bibliotece i ratowałam książki przed makulaturą znalazłam prawdziwego białego kruka. Ze względu na stan książki pani bibliotekarka od razu przeznaczyła ją na straty, ale ja zabrałam ją do domu, otoczyłam opieką i czekałam aż przyjdzie właściwy moment, by jeszcze raz wprawić w ruch zużyte, pożółkłe strony. Nie było łatwo- okładka rozdarta, sypiąca się w palcach, ponadrywane strony, gdzieniegdzie tekst wyblakły do tego stopnia, że ciężko się było rozczytać, plamy i przebarwienia co kilka stron. 
Ten szczególny czas powrotu nadszedł w weekend 23 i 24 marca. W miejscu gdzie mieszkam wiosna wtedy przygrzewała słońcem, kwiaty jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wychyliły się z ziemi i atmosfera była wprost idealna. W końcu ,,Tajemniczy Ogród” bierze garściami z motywów wiosennych. 

,,Tajemniczy Ogród” to jedna z moich ulubionych powieści dla dzieci. Opowiada historię młodziutkiej i bardzo samolubnej Mary Lenox. Dziewczynka wychowywana w Indiach przez służącą Ayah praktycznie nie widuje swoich rodziców- wiecznie zapracowanego ojca, urzędnika ziemskiego i matkę, słynną piękność lubiącą jedynie zabawy, spotkania i bankiety. Z tego powodu Mary szybko uczy się pomiatania swoimi służącymi, kapryszenia, wiecznego narzekania. Niczego nie robi sama, jest despotyczna i arogancka. Jednak któregoś dnia w domu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ayah znika a wszyscy zachowują się dziwnie. Słychać szlochy, krzyki i dziwne rozmowy. W końcu dom pustoszeje a o Mary Lenox nikt nie pamięta. Zostaje sama aż w domu zjawiają się pewni oficerowie, którzy przenoszą Mary do domu pastora, a potem wysyłają do wuja, do Angli. A konkretnie do pana Archibalda Craven'a, do posiadłości Misselthwaite Manor w Yorkshire. W swojej podróży Mary przeżywa wiele przykrości od śmiejących się z niej i jej zachowania dzieci pastora, po oschłe komentarze dorosłych mówiących o jej pożółkłej, wychudzonej, wiecznie naburmuszonej twarzy i tragedii jaka ją spotkała. Niestety dla Mary śmierć obojga rodziców nie jest wielką tragedią, nie otrzymywała bowiem od nich miłości więc sama ich nie pokochała, tym bardziej ich strata nie jest dla Mary bolesna. 

W końcu dziewczynka dociera do Misselthwaite Manor, już pod opieką pani Medlock (gospodyni pana Craven'a). Tajemniczy dom, podróż przez wrzosowiska, obcy dla niej ludzie, wszystko to sprawia, że dziewczyna czuje się obco i jeszcze bardziej niechciana niż czuła się w Indiach. Opowieści, którymi uraczyła ją pani Medlock, o wielkim, starym domu, w którym jest sto zamkniętych pokoi, o garbatym wuju, o zamkniętym od dziesięciu lat ogrodzie napełniły Mary ciekawością, ale też i strachem. Do tego stopnia, że dziewczynka z czasem przechodzi cudowną przemianę. Zachęcana przez swoją pokojówkę- Martę Sowerby zaczyna zwiedzać tereny wokół posiadłości. Niestety- trwa zima więc w ogrodach zieją smutne, szare pustki. Jedynie ogrodnik, Ben jest dla Mary jedynym punktem zaczepienia. Od tej chwili Mary niejako zaprzyjaźnia się z ogrodnikiem a także z pewnym małym, latającym stworzonkiem- Gilem. Ptaszek tak radośnie z nią obcuje, że Mary niekiedy zapomina o tym jak niegrzeczna jest dla innych. Postanawia nawet odnaleźć ogród zamknięty od wielu lat i ku jej zdziwieniu to właśnie mały ptaszek Gil pomaga jej dokonać najważniejszego odkrycia jej życia. A odkąd ogród staje się jej tajemnicą, Mary całymi dniami przebywa na dworze co bardzo dobrze jej robi. Zmienia się jej aparycja, zmienia się jej zachowanie. Wkrótce potem poznaje ona Dicka, brata Marty, miejscowego ,,zaklinacza zwierząt”. Zaprzyjaźniają się, Mary, Dick i jego zwierzątka, razem pracują w ogrodzie i bawią się w nim od rana do wieczora. 
Jednak czasami, nocą gdy Mary nie może spać, słyszy przedziwne dźwięki dochodzące z głębi domu. Którejś nocy, przekonana, że to czyjś płacz wyrusza na poszukiwania tajemniczego odgłosu. W jednym z pokoi znajduje Colina, swojego kuzyna, syna pana Craven'a. I od tej chwili oni też się zaprzyjaźniają, ale tak mocno, że przekonany o swojej chorobie i rychłej śmierci Colin zdrowieje i wprawia wszystkich w zadziwienie. W końcu Mary przyprowadza do Colina Dicka i zaczynają oni razem spędzać czas. Nie ma wtedy śladu po dawnej ,,pannie Mary kapryśnicy”, nie ma śladu po chorobie Colina a wszyscy razem spędzają czas w ogrodzie. 

Jest jednak w tej książce coś co sprawia, że jest ona magiczna. Cała historia przyjaźni tej trójki jest wyjątkowa właśnie dzięki tej przemianie jaka zachodzi w nich wszystkich. Do tego ponad połowę książki stanowią cudowne, wprost niezwykłe opisy przyrody- kwiatów, zwierząt i zjawisk zachodzących w naturze. Wszechobecna magia, niebywałe czary dodają głównemu wątkowi niepowtarzalny smak i wydźwięk. Czytając ,,Tajemniczy Ogród” ma się wrażenie jakby było się z bohaterami w tych samych miejscach, w tym samym czasie. Przenosimy się wraz z nimi do tajemniczego świata, razem z nimi obserwujemy ogród i zmiany jakie w nich zachodzą. Jesteśmy świadkami także zmiany w nich wszystkich, od Mary począwszy a skończywszy na panu Craven'ie. Charakteru dodają jeszcze życiowe prawdy i przemyślenia narratora, wplecione misternie w treść fabuły. Całość sprawia wrażenie cudownie magicznej i wprost bajkowej. Oczywiście jest w niej pełno rzeczy przez które autorka mogłaby się w dzisiejszych czasach nie wygrzebać z pozwów i spraw sądowych, na przykład o rasizm, ale patrząc przez pryzmat całości, na czasy w jakich osadzona jest cała historia, czytelnik nawet nie zauważa tych krzywdzących teraz niuansów. Myślę, że to nie jest bajeczka dla dzieci. To niesamowita, porywająca baśń dla wszystkich, w każdym wieku. Uczy marzyć, uczy wierzyć w magię. Wyciska łzy jak dorodna cebula i odkrywa niesamowity świat pełen cudów. W przyszłości będzie to pozycja, którą będą czytać swoim dzieciom do poduszki. 
Całe 10/10 gwiazdek za wszechobecną magię, wiosnę pełną gębą i cuda jakie mogą zdarzyć się wszystkim czytającym tę powieść.

,,O wiele dziwniejsze rzeczy dziać się mogą z kimś, kto w czas umie się spostrzec, że go złe myśli nadchodzą, i zdoła je oddalić, a zastąpić dobrymi, które mu dają otuchę i moc. Dwie rzeczy nie mogą mieścić się równocześnie w tym samym miejscu. 
Gdzie róże, chłopcze, posiejesz,
Nie mogą zakwitnąć osty."

Umi Sinha ,,Miejsce na Ziemi"
,,Miejsce na Ziemi" źródło lubimyczytac.pl

Po ,,Miejsce na ziemi” sięgnęłam w ramach marcowego wyzwania lubimyczytać.pl. [KLIK] Nie chciałam sięgać po oczywistych autorów na literę ,,U” takich jak Umberto Eco czy Ursula K. Le Guin dlatego też wybrałam się do biblioteki miejskiej, w której spędziłam ponad godzinę (z zegarkiem w ręku!). A gdy miałam się już poddać nie znalazłszy żadnej książki autorstwa jakiegoś/ jakiejś ,,U” do akcji wkroczyły panie bibliotekarki, które razem ze mną szukały jeszcze przez kolejne pół godziny. W końcu w najgłębszych zakamarkach biblioteki panie znalazły powieść Umi Sinhy.
Muszę przyznać, że ta powieść wywarła na mnie duże wrażenie. Nie jest może napisana z takim rozmachem jak zapowiadała okładka, ale i tak imponuje zawiłością i samym pomysłem. 
Myślę, że tę książkę można spokojnie zaliczyć do gatunku sagi rodzinnej. Główną bohaterką jest dwunastoletnia Lila Langdon, którą po tragedii, której jest świadkiem zmuszono do wyjazdu z Indii do Susex, do swojej ciotecznej ciotki Wielhelminy gdzie rozpoczyna nowy etap w swoim życiu i postanawia rozwikłać zagadkę swojej rodziny. Historia jej pobytu w Anglii miesza się z listami jej babki i pamiętnikiem ojca, które bardzo powoli okazują mroczną prawdę o rodzinie Langdonów. 

W powieści spotykamy się z wieloma wątkami traktującymi o miłości, zemście, namiętności, podziałach i konfliktach klasowych oraz szaleństwie. Trzeba wspomnieć o rozwijającym się także romansie Lily i wielu tajemnicach ukrywanych przez wiele, wiele lat. Ale mamy też misternie uplecione wątki kolonializmu i pierwszej wojny światowej. Całość z początku wydaje się mało czytelna, wręcz totalnie zamieszana oraz nudna jednak wraz z rozwijaniem się powieści rozwija się także akcja, która z każdą kolejną stroną odkrywa coraz więcej szczegółów pozwalających ułożyć układankę w całość. 

Zakończenie szokuje i pozostawia nas w stanie lekkiego zawieszenia. Sama po odłożeniu książki na szafkę musiałam mocno przeanalizować to co przeczytałam. Muszę przyznać, że mimo niemrawego początku i wolno rozgrywającej się akcji, autorka miała bardzo dobry zamysł. Geneza wszystkich rodzinnych problemów jest dość oryginalna a umieszczenie całości w takich a nie innych czasach dodaje tylko autentyczności i powagi. To nie tylko jakaś tam historia rodziny ale także próba ukazania szukania własnego miejsca na ziemi, własnych ścieżek losu. Losy trzech pokoleń, kolonialna, brutalna rzeczywistość, podziały klasowe, konwenanse. To wszystko tworzy książkę pełną kontrastów w fabule, ale przede wszystkim w swojej budowie- nudna na początku, ciekawa na końcu. Dodatkowo nie ma w niej takich bogatych opisów przyrody jak w ,,Tajemniczym Ogrodzie". Jest raczej szara, mglista jak Angielskie wrzosowiska, po których przyszło spacerować Lili Langdon. Barwne są tu jednak opisy Indii. Nie chcę spojlerować, ale po przeczytaniu każdy będzie wiedział o czym mówiłam. Opisy nędzy, głodu, krwi i ludzkiej tragedii są bardzo, ale to bardzo żywe. Mimo to polecam tę książkę każdemu lubiącemu literaturę obyczajową. Nie jest to dzieło najgorsze, nie porywa, ale wywiera wrażenie. 6 gwiazdek na 10.

Obie książki wywierają na czytelniku skrajne emocje. Sama czytając ,,Tajemniczy Ogród" traciłam cierpliwość do rozkapryszonej Mary, a nienawiść Lili do całego świata wzbudzała u mnie gniew, ale obserwowanie ich przemian, patrzenie na to jak zmienia się ich światopogląd, jak rozkwitają, jak otwierają się na otoczenie było niezwykle przyjemnym uczuciem. Nie żałuję czasu spędzonego na tej niezwykłej podróży. 
Do następnego! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Bez oklasków" czyli Jan Englert szczerze o sobie!

Polubiłam w tej książce to, że jest ona żywą historią, niejako zobrazowaniem wydarzeń i chronologii Polskiej Sceny Teatralnej i Filmowej. I polubiłam też te uczucia, które we mnie wywołała – przypomniała mi bowiem jak bardzo lubię teatr i jak bardzo lubię być nie tylko widzem. Był przecież czas, kiedy z teatrem wiązałam swoją przyszłość a pozalekcyjną część swojej edukacji spędzałam właśnie w kołach teatralnych i grupie aktorskiej. Jan Englert w rozmowie z Kamilą Drecką przedstawił ciekawy punkt widzenia. Swój punkt widzenia na świat, który warto poznać i to w tej książce jest równie ważne jak sama otoczka rzeczowego i dobrze przygotowanego wywiadu. Napisanie recenzji „Bez oklasków” zajęło mi okrutnie dużo czasu, głównie ze względu na to, że nie mogłam patrzeć w ekran laptopa dłużej niż piętnaście minut, ale też dlatego, ciężko mi było zebrać po niej myśli. Sama rozmowa wywołała u mnie całą kaskadę przeróżnych odczuć od radości po nostalgię. „Jan Englert mówi o sobie, że jest złożony

[książka a ekranizacja #2] ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek"

Czytając ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” wiedziałam, że za zapowiadany na okładce zabiorę się niemalże od razu po przeczytaniu książki. Tak faktycznie zrobiłam więc korzystając z wolnej chwili zapraszam Was na drugi post z zaczętej rok temu serii [książka a ekranizacja] Ten tytuł był już w mojej świadomości od dość dawna, a już zwłaszcza jeśli chodzi o film, który na liście netflixa przewijał się u mnie więcej niż kilka razy. Zawsze jednak wzbraniałam się przed obejrzeniem, bo przecież najpierw czytam książki a dopiero później oglądam ich filmowe obrazy i gdy natrafiłam w wakacje na książkowy kiermasz booksale.pl a w jego asortymencie znalazłam egzemplarz „Miłośników..)” to sami wiecie… On sam praktycznie załadował się do mojej zakupowej torby. Nie wiem tylko dlaczego z przeczytaniem zwlekałam aż do jesieni, chyba podświadomie czułam, że ten tytuł potrzebuje odpowiedniego klimatu i nastroju by odebrać go w całej swojej wspaniałości. To samo okaza

[RECENZJA PATRONACKA] "Wszystko już było" Marta Lenkowska

No i stało się! Debiut literacki Marty Lenkowiskiej już śmiga na rynku wydawniczym zbierając same pozytywne opinie. To dla mnie książka wyjątkowa pod wieloma względami, między innymi dlatego, że to także mój… DEBIUT PATRONACKI! Tak, dobrze czytacie, moje logo po raz pierwszy pojawiło się oficjalnie na okładce książki, którą możecie już zamawiać w księgarniach! A jeśli chcecie dowiedzieć się co mnie w tej książce dodatkowo ujęło to zapraszam na szczerą recenzję patronacką :) Przypomnij sobie kiedy ostatnio przygniotło Cię poczucie bezradności i okrutnej pustki. Przypomnij sobie i chodź ze mną w podróż do pachnącej i słonecznej Portugali. Zobaczymy blaski i cienie sławy, odtworzymy rodzinne więzi, naprawimy błędy przeszłości i na nowo pokochamy… siebie, innych, miejsca i smaki. Zobaczymy przemiany na lepsze i gorsze, będziemy świadkami dowodów ludzkiej dobroci. Powtarzaj za mną „Wszystko już było” , ale może być raz jeszcze. „Częściowa utrata pamięci to przekleństwo czy błogosławieństwo?