Przejdź do głównej zawartości

,,Myślenie czarno-białe" naukowe spojrzenie na ludzkie zachowania

Jakiś czas temu wpadłam w poradniki i czytałam je praktycznie jeden po drugim. Okazje do kolejnych tytułów pojawiały się praktycznie same dzięki propozycjom wydawniczym od Wydawnictwa Muza i miałam to szczęście natknąć się na kilka przyjemnych tytułów. Jak to zwykle bywa, pomiędzy kilkoma świetnymi tytułami zawsze musi znaleźć się taki, który odbiega od reszty w jedną lub w drugą stronę. Gdzie odbiegło ,,Myślenie czarno-białe” i czy to bardziej poradnik czy reportaż? Tego do końca nie jestem pewna.


,,Binarny mózg jako balast w skomplikowanym świecie” – brzmi tajemniczo i poważnie prawda? I taka też jest kolejna książka od Kevina Duttona.

,,Porządkowanie i kategoryzowanie jest wpisane w nasz instynkt. Jesteśmy zaprogramowani do rozgraniczania i szufladkowania w binarnym trybie czerni i bieli. Właśnie tak działa ludzki mózg. Imigrant czy uchodźca? Muzułmanian czy chrześcijanin? Oni czy my?
Zamiast wychodzić naprzeciw obcym, zbliżamy się do tych, którzy są podobni do nas. Zamiast rewidować nasze postrzeganie świata, staramy się tylko potwierdzać to, w co wierzymy. W rezultacie różnice między skrajnymi poglądami stają się jeszcze większe. A niebezpieczeństwa czyhają na każdym kroku. ISIS. Rasizm. Brexit. Trump. Ciągłe rozumowanie w trybie binarnym sprawia, że zatracamy zdolność racjonalnego myślenia i zamiast odcieni szarości widzimy świat w tonacji czarno-białej.
Myślenie czarno-białe to alarmujące przesłanie w obliczu nasilającej się nietolerancji kulturowej, politycznego ekstremizmu i rozszalałej pandemii. Jednak autor dowodzi, że jeśli poznamy nasze ewolucyjne uwarunkowania, zdołamy pokonać przeciwności i zrozumieć otaczający nas świat, a w przyszłości będziemy podejmować bardziej wyważone decyzje.”

Nie można tej książce odjąć ważności podejmowanych tematów, które ciągle aktualne rozgrzewają tabloidy i stacje telewizyjne praktycznie na całym świecie. W rosnących napięciach i konfliktach coraz bardziej widocznych w otaczającym na świecie potrzebne są książki, które by wyjaśniały dlaczego jesteśmy uwarunkowani tak a nie inaczej, dlaczego tak bardzo chcemy dzielić się na ,,my” i ,,oni”, na ,,obcych” i ,,swoich” czy na ,,tych” i ,,tamtych”. Potrzebne są książki, które będą tłumaczyć dlaczego nie powinniśmy patrzeć tak wąsko jak jesteśmy przyzwyczajeni. Potrzebne są takie książki, które w rozsądny, ale przede wszystkim przystępny sposób przedstawią fakty i podadzą argumenty. Przystępny i ciekawy oczywiście. W tym właśnie momencie wchodzi Kevin Dutton (autor między innymi książki pod tytułem ,,Mądrość Psychopatów”), który bezbłędnie potrafi odkryć schematy w ludzkich zachowaniach i wpisać je w wachlarz swoich licznych anegdotek. Niestety nie zauważyłam by w ,,Myśleniu czarno-białym” autor przedstawił temat w ani w jasny ani w przejrzysty czy przyjemny sposób. Lektura tej książki powodowała u mnie fale notorycznego zmęczenia do tego stopnia, że po zaledwie dwóch stronach zaczynałam ziewać i walczyć z sennością. Czytając tę książkę w metrze nawet udawało mi się przegapić moją stację, przez to, że przymykałam przy niej oko (wiecie, szybka dwuminutowa drzemka w drodze do/z pracy xD)

Ale poważnie, czy to jest zła książka? Nie, oczywiście, że nie. Według mnie jest po prostu przeładowana i poprowadzona w zbyt naukowy sposób, by zwykły czytelnik zainteresowanych tematem wyciągnął z niej wszystko co autor ma do zaoferowania. Naukowe podejście autora to zarówno plus jak i minus całej tej historii. Autor przytacza zabawne anegdotki ze swojej podróży, podczas której zbierał materiał do ,,Myślenia czarno-białego”, cytuje wypowiedzi osób, z którymi się spotykał, przybliża ich punkty widzenia, które jednocześnie stanowią argumenty w tej książce. Jednak całość przypomina raczej pracę naukową, rozprawę doktorską lub baaardzo obszerny reportaż niż poradnik dla takiego laika jak ja.

Podobała mi się ta mnogość historyjek i anegdotek, ale umieszczenie tego tak głęboko w odmętach naukowych twierdzeń i definicji sprawiało tylko tyle, że od ich nadmiaru bolała mnie głowa. Nie chcę oceniać tej książki negatywnie, ale zupełnie pozytywnej oceny też jej nie mogę dać. Myślę, że to jedna z tych książek, które muszą trochę poleżeć na półce aby nabrać mocy. To jedna z takich książek, do których trzeba po prostu się odpowiednio przygotować aby nie pozostawała dla nas w większości nierozwiązywalną tajemnicą. Kiedyś wrócę do tego tytułu i dam Wam znać, jak i czy w ogóle zmieniły się moje odczucia ;)

Z perspektywy zwykłego czytelnika, takiego, który nie zna się kompletnie na zaproponowanych przez ten tytuł tematów nie będzie to pomocna książka oczywiście nie ujmując jej w jej ważności.
Dla kogoś siedzącego w temacie i szukającego rozszerzenia wiedzy – jak najbardziej będzie to tytuł wpisany w spektrum zainteresowań psychologią i ludzkich, schematycznych zachowań.

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu MUZA!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Bez oklasków" czyli Jan Englert szczerze o sobie!

Polubiłam w tej książce to, że jest ona żywą historią, niejako zobrazowaniem wydarzeń i chronologii Polskiej Sceny Teatralnej i Filmowej. I polubiłam też te uczucia, które we mnie wywołała – przypomniała mi bowiem jak bardzo lubię teatr i jak bardzo lubię być nie tylko widzem. Był przecież czas, kiedy z teatrem wiązałam swoją przyszłość a pozalekcyjną część swojej edukacji spędzałam właśnie w kołach teatralnych i grupie aktorskiej. Jan Englert w rozmowie z Kamilą Drecką przedstawił ciekawy punkt widzenia. Swój punkt widzenia na świat, który warto poznać i to w tej książce jest równie ważne jak sama otoczka rzeczowego i dobrze przygotowanego wywiadu. Napisanie recenzji „Bez oklasków” zajęło mi okrutnie dużo czasu, głównie ze względu na to, że nie mogłam patrzeć w ekran laptopa dłużej niż piętnaście minut, ale też dlatego, ciężko mi było zebrać po niej myśli. Sama rozmowa wywołała u mnie całą kaskadę przeróżnych odczuć od radości po nostalgię. „Jan Englert mówi o sobie, że jest złożony

[książka a ekranizacja #2] ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek"

Czytając ,,Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” wiedziałam, że za zapowiadany na okładce zabiorę się niemalże od razu po przeczytaniu książki. Tak faktycznie zrobiłam więc korzystając z wolnej chwili zapraszam Was na drugi post z zaczętej rok temu serii [książka a ekranizacja] Ten tytuł był już w mojej świadomości od dość dawna, a już zwłaszcza jeśli chodzi o film, który na liście netflixa przewijał się u mnie więcej niż kilka razy. Zawsze jednak wzbraniałam się przed obejrzeniem, bo przecież najpierw czytam książki a dopiero później oglądam ich filmowe obrazy i gdy natrafiłam w wakacje na książkowy kiermasz booksale.pl a w jego asortymencie znalazłam egzemplarz „Miłośników..)” to sami wiecie… On sam praktycznie załadował się do mojej zakupowej torby. Nie wiem tylko dlaczego z przeczytaniem zwlekałam aż do jesieni, chyba podświadomie czułam, że ten tytuł potrzebuje odpowiedniego klimatu i nastroju by odebrać go w całej swojej wspaniałości. To samo okaza

[RECENZJA PATRONACKA] "Wszystko już było" Marta Lenkowska

No i stało się! Debiut literacki Marty Lenkowiskiej już śmiga na rynku wydawniczym zbierając same pozytywne opinie. To dla mnie książka wyjątkowa pod wieloma względami, między innymi dlatego, że to także mój… DEBIUT PATRONACKI! Tak, dobrze czytacie, moje logo po raz pierwszy pojawiło się oficjalnie na okładce książki, którą możecie już zamawiać w księgarniach! A jeśli chcecie dowiedzieć się co mnie w tej książce dodatkowo ujęło to zapraszam na szczerą recenzję patronacką :) Przypomnij sobie kiedy ostatnio przygniotło Cię poczucie bezradności i okrutnej pustki. Przypomnij sobie i chodź ze mną w podróż do pachnącej i słonecznej Portugali. Zobaczymy blaski i cienie sławy, odtworzymy rodzinne więzi, naprawimy błędy przeszłości i na nowo pokochamy… siebie, innych, miejsca i smaki. Zobaczymy przemiany na lepsze i gorsze, będziemy świadkami dowodów ludzkiej dobroci. Powtarzaj za mną „Wszystko już było” , ale może być raz jeszcze. „Częściowa utrata pamięci to przekleństwo czy błogosławieństwo?